To zjawisko jest tak interesujące, ponieważ naturalnie je akceptujemy. Większość z nas nigdy nie zastanawia się, czy ten uśmiech był celowy. Pomysł po prostu wydaje się trafny. Historia pasuje do emocji, które już kojarzymy z marką. Coca-Cola reklamuje się jako marka radosna, podnosząca na duchu i nostalgiczna – więc nasze umysły dopasowują napisy do tego uczucia.
Uczymy logo, żeby się uśmiechało, ponieważ tego oczekujemy.
W ten sposób pismo Coca-Coli staje się mniej przekazem, a bardziej zwierciadłem, odzwierciedlając naszą gotowość do nadawania emocji nawet najprostszemu wersowi. To, co zaczęło się jako prosty XIX-wieczny rękopis, stało się nośnikiem współczesnych znaczeń.
Krzywe się nie zmieniły. Tusz się nie przesunął. Ale my się zmieniliśmy.
Nasza wyobraźnia wypełniła otwartą przestrzeń między tym, co widzimy, a tym, co czujemy. I w tej przestrzeni – bez notatki, bez intencji, bez sekretu projektanta – po cichu pojawił się cień uśmiechu, ukształtowany nie przez artystę, który go narysował, ale przez miliony ludzi, którzy patrzą na niego każdego dnia.
Leave a Comment